Paulina Świst „Aurora”
Pierwsza zorza, którą miałam okazję zobaczyć na własne oczy to dopiero ta ze stycznia tego roku. Niezapomniane przeżycie. I dokładnie tę samą zorzę obserwowała Zuzanna, a właściwie Zorza z powieści „Aurora”. To bezpośrednia kontynuacja „Umbry”, więc nie próbujcie czytać drugiej części bez znajomości pierwszej. Choć ostatnio głównymi bohaterami byli Zofia i Artur, to teraz są…
Nina i Ares. Prokurator i policjant (żeby nie powiedzieć tego, co się ciśnie na usta, choć nigdy nie oglądałam tego serialu: „Gliniarz i prokurator”). Para, która przeżyła ze sobą niejedno i która nadal potrafi zaskakiwać. Ich przygoda zakończyła się na „Plagiacie” i pisałam wtedy, „czy możemy nie żegnać się jeszcze z bohaterami?”. Minął rok i proszę – literackie marzenie spełnione <3
Choć nie powinni, Nina i Ares pracują razem przy sprawie zabójstwa w zabytkowej kopalni Guido. Znalezione ciało syna dawnego wpływowego śląskiego biznesmena okazuje się sprawą na ogromną skalę, do śledztwa zostaje włączonych także kilkoro bohaterów, których na pewno pamiętacie z poprzednich książek autorki. Mozolnie odkrywana historia z lat 90. związana z restrukturyzacją kopalń przekracza najgorsze wyobrażenia śledczych. Kto jeszcze jest zamieszany w tę sprawę?
Paulina Świst jak zwykle nie bierze jeńców. Sensacyjna intryga została zbudowana z rozmachem, to nie banalne zabójstwo, ale siatka ściśle splecionych zdarzeń, które łączą się w sprawę o naprawdę grubym kalibrze. Kiedy niby wiesz, kto jest wrogiem, ale okazuje się, że może istnieje ktoś potężniejszy, a Śląsk pokazuje swoje najciemniejsze oblicze. Niczym wspominany przez nią Wołoszański, autorka odkrywa jego mroczne tajemnice. Ile razy zostałam zaskoczona! Naprawdę, przy jej pomysłach nie sposób się nudzić.
Tak samo jak przy głównych bohaterach, ich przekomarzaniach i zakamuflowanych wyznaniach miłości. Ich wprost bezczelny brak powagi nawet w najgorszych momentach sprawia, że opisywana historia, mimo poważnego kalibru, nabiera lekkości. W wątku romantycznym autorce udało się utrzymać tę charakterystyczną dla siebie chemię między bohaterami, choć nie był to dopiero początek ich znajomości i musieli się zmagać ze swoimi problemami i lękami. Przyjemnie było wrócić do znajomych bohaterów po kilku książkach przerwy od nich.
Jeśli chodzi o tę serię, autorka z pewnością nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Także jak zawsze, z niecierpliwością czekam na kolejne słowa, zdania i rozdziały, które znów skutecznie oderwą mnie od rzeczywistości i wciągną w fikcyjny świat pełen sensacyjnych akcji, niezaprzeczalnej chemii i ciętego humoru. Czekacie razem ze mną?
Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję Autorce i Wydawnictwu Muza.
