Adrian Bednarek „Nikt”
Uwierzycie, że dopiero pierwszy raz sięgnęłam po książkę Adriana Bednarka? Kiedyś na blogu jedną z jego powieści recenzowała Ewa („Pasażer na gapę”), ale ja do tej pory nie miałam okazji przeczytać nic jego autorstwa, choć słyszałam wiele pozytywnych opinii.
Karina i Kajetan byli szczęśliwym małżeństwem. Młodzi, zakochani, odnoszący sukcesy. Cieszący się wspólnie spędzanym czasem.
„Nikt” uważał, że kobiety są źródłem jego porażki. Do każdego niepowodzenia w swoim życiu mógłby przypisać zadowoloną z siebie kobietę. Dlatego postanowił jedną z nich ukarać i w ten sposób przejąć jej siłę. Sprawić, że ona zacznie się bać, może będzie sobą gardzić, przestanie cieszyć się życiem. Stanie się bardziej jak on. Kiedy ją zgwałci, zniewoli, udowodni jej i sobie, ile jest wart.
Ale tej nocy nie wszystko poszło zgodnie z jego starannie dopracowanym planem. I „Nikt” zyskał śmiertelnego wroga.
Strasznie było wchodzić w głowę początkowo bezimiennego negatywnego bohatera. To był Nikt. Nikt ważny, nikt, kto by się liczył. Ktoś niewidoczny. Z niedowierzaniem czytałam, jak budował narrację wokół swojego czynu. Jak się usprawiedliwiał sam przed sobą, jak przyznawał sobie rację. Jak normalizował przemoc, oczywiście tylko wobec bezbronnych. Niestety, byłam w stanie uwierzyć autorowi, że w głowie mogą pojawić się takie myśli, które odpowiednio karmione wieczną frustracją, nienawiścią do wszystkich w końcu doprowadzą do czyjejś krzywdy.
Próbowałam zrozumieć ogarniętego pragnieniem zemsty Kajetana. Nawet nie chciałam sobie wyobrażać, co mógł czuć, co pchało go ku szaleństwu, co nie pozwalało mu zostawić działań wymiarowi sprawiedliwości. Co w jakimś stopniu upodobniało go do jego wroga. Czy to był jeszcze proces przeżywania żałoby? Czy zimno skalkulowane działania, które miały doprowadzić do śmierci? To nie był bohater, którego dałoby się jednoznacznie ocenić.
Mimo niepokojącego klimatu i przerażających scen, albo właśnie dzięki temu, książkę czytało się fantastycznie. Gdyby nie ograniczał mnie czas, mogłabym ją pochłonąć w całości. A tak, musiałam sobie dawkować, każdorazowo zaskakując sama siebie, jak wiele udało mi się przeczytać przed snem. Aż do momentu, gdy doszłam do jednej z najstraszniejszych akcji tej książki, wtedy nie było umowy, żebym zasnęła, bez poznania zakończenia.
„Nikt” to niespokojne studium zła, miejscami brutalna opowieść o tym, jak się rodzi potrzeba, by kogoś skrzywdzić. I jak te wydarzenia wyzwalają kolejne, a spirala zła zatacza coraz większe koła. To również niejednoznaczna moralnie opowieść o zemście i szukaniu sprawiedliwości. O tym, jak różne są sposoby radzenia sobie z traumą. Ta książka zaskoczyła mnie tyle razy, że nie sposób było się przy niej nudzić. Poruszony temat wzbudzał wielkie emocje, na pewno szybko nie zapomnę o tej mocnej historii. Choć niektóre sceny chciałabym wymazać z pamięci.
Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu „Zaczytani”.
