Freida McFadden „Pomoc domowa”
O tej książce słyszałam wielokrotnie, zawsze w superlatywach. I z okazji premiery filmu na jej podstawie, postanowiłam w końcu sprawdzić, czy „Pomoc domowa” to naprawdę taki świetny thriller, jak twierdzi Instagram.
Millie rozpaczliwie potrzebuje pracy. I wprost nie wierzy w swoje szczęście, gdy zostaje zatrudniona jako pomoc domowa do rezydencji, w której była tydzień wcześniej na rozmowie. Dostała pracę i zakwaterowanie. Musi tylko znosić dziwne zachowania swojej szefowej, która czasem daje jej sprzeczne polecenia, by potem wytknąć jej błąd. Ale to tylko fanaberie wyższej sfery, prawda? Można się przyzwyczaić. Tak samo, jak do jej rozpuszczonej córeczki. Wszystko musi pójść dobrze, bo chwilowo Millie nie ma innego wyjścia…
Atmosfera powieści była tak duszna, że sama nie wiedziałam, co robić. Czytać czy odkładać książkę. Z jednej strony nie mogłam się oderwać od tej historii. Z drugiej, bałam się, że Millie igra z ogniem. Stresowało mnie to, że jej sytuacja życiowa zmusiła ją, by godziła się na upokorzenia ze strony swojej pracodawczyni. Nina Winchester jest przerażającą postacią. Wmawia Millie, że coś jej mówiła, mimo że dziewczyna jest całkowicie pewna, że tak nie było. Albo zaprzecza, że coś kazała zrobić. Wpuszcza ją na miny. I wie więcej, niż po sobie pokazuje.
Co to była za książka! Jak już stwierdziłam, że jednak wolę jej nie odkładać, że muszę się jak najszybciej dowiedzieć, co się wydarzy, było świetnie. I choć jednego zwrotu akcji się spodziewałam, to autorka tak dawkowała informacje, że i tak wielokrotnie mnie zaskoczyła. Uwielbiam takie plot twisty, uwielbiam kiedy wszystkie tropy składają się na obraz zupełnie sprzeczny z tym, co zakładałam na początku.
„Pomoc domowa” została niedawno zekranizowana i 1 stycznia trafiła do polskich kin. Żałuję, że już znam tę historię, bo chciałabym dać się zaskoczyć także w wersji filmowej. Teraz muszę odczekać kilka miesięcy, bo bardzo nie lubię oglądać ekranizacji świeżo po przeczytaniu książki, musi minąć trochę czasu, żeby w pamięci zatarły się szczegóły, a w wyobraźni obrazy. Dlatego na razie mogę polecić jedynie książkową wersję tej historii. I polecam. Bardzo. Skończyłam czytać kilka godzin przed napisaniem tej recenzji i nadal mielę niektóre detale, delektując się tak wspaniale skonstruowanym thrillerem.
