Shari Franke „Dom mojej matki”

dom mojej matki

W czasach, kiedy na Instagramie były tylko kwadratowe zdjęcia, a YouTube był jedyną platformą z filmami, oglądaliście vlogi? Znaliście słynną amerykańską rodzinę z „8 passengers”? Ja nigdy nie przepadałam za vlogami, przez jakiś czas próbowałam ambitnie oglądać jeden po francusku, ale spokojnie mogłam się bez tego obejść. O zamieszaniu wokół vloga Ruby Franke, influencerki parentingowej, założycielki „8 passengers” dowiedziałam się dopiero przy okazji premiery książki. Ale teraz, znając już tę historię pokazaną w książce „Dom mojej matki” z perspektywy najstarszej córki, Shari, chciałabym zobaczyć jeszcze dokument dostępny na którejś z platform streamingowych.

Zaczęło się niewinne. Przyszła moda na vlogowanie i Ruby stwierdziła, że też spróbuje. Pokazywała swoją rodzinę, najpierw w wybranych momentach, potem coraz częściej. Jeden z jej filmików stał się viralem i tak rozpoczęła się jej youtubowa kariera. Pojawili się reklamodawcy, pierwsze pieniądze. Oglądającym podobała się rodzina Ruby, więc chcieli więcej i więcej. To dawała im więcej i więcej, krok po kroku okradając swoje dzieci z prywatności. Reżyserując im każdą szczęśliwą chwilę. Pokazując idealne życie amerykańskiej rodzinki. Poza kamerą krytykując, manipulując, odmawiając czułości, wiele wymagając – nieustannie niszczyła swoim dzieciom dzieciństwo. A im większa popularność, tym gorzej wyglądało życie poza kulisami…

Shari ma niewiele ponad dwadzieścia lat. Przez większość swojego życia mniej lub bardziej świadomie była poddawana swoistemu praniu mózgu. Rodzina Franke należała do kościoła mormonów, mieszkała w miasteczku, w którym większość była tego wyznania, stąd religia była silną składową zarówno w życiu matki, jak i córki. Shari dostwała mnóstwo nakazów i zakazów i nie wyobrażała sobie życia wbrew religii. Religii, która jak się później okazało, również nie stała się jej ostoją.

Nie będę opowiadać całej historii Shari i jej rodziny, ale musicie wiedzieć, że książka chwilami jest bulwersująca. Porażała bezsilnością, kiedy dziewczyna próbowała wykazywać się rozsądkiem, a potem była „łamana”, kiedy szukała pomocy u niewłaściwych osób, które chciały wykorzystać jej sytuację. To przerażające, kiedy dom przestaje być bezpiecznym miejscem dla dziecka, kiedy nie ma do kogo się zwrócić po pomoc. Kiedy najbliższa mu osoba dawkuje swoją miłość, każe za nią płacić odpowiednim postępowaniem. Shari była tylko młodą dziewczyną i nigdy nie powinna radzić sobie z takimi problemami, martwić się o bezpieczeństwo swojej rodziny. Podziwiam ją, że znalazła siłę do walki, że się nie poddała, choć wiele razy wątpiła.

„Dom mojej matki” pokazuje, ile może kosztować popularność, choć mam szczerą nadzieję, że to był skrajny przypadek gonitwy za zasięgami połączonej z religijną obsesją. Ta książka szokuje, złości, doprowadza do łez. Gdyby to była fikcja, można by podziwiać wyobraźnię pisarki. W tym przypadku chyba nie wypada powiedzieć, że to świetna historia. Pozostaje tylko współczuć poszkodowanym i polecać tę książkę ku przestrodze.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia. 

Shari Franke „Dom mojej matki”

Tytuł oryginalny: The House of My Mother: A Daughter’s Quest for Freedom
Tłumaczenie:  Monika Skowron

Wydawnictwo Filia
Data premiery: 21.05.2025
Liczba stron: 408
ocena: 8/10

Możesz również polubić…